Felietony

Uwaga na agentów

red.

Czy każdy polityk, który uczył się w Moskwie, jest agentem Rosji? Nie każdy. Ale ja na miejscu Polski do tajemnic bym ich nie dopuszczał. Takim ludziom należy się bardzo dokładnie przyglądać

Często ludzie pytają mnie, czy służby specjalne demoludów

– PRL, NRD czy komunistycznej Czechosłowacji – były formacjami samodzielnymi, czy po prostu obcojęzycznymi wydziałami KGB. Podaję wtedy przykład z „innej branży". Otóż 14 maja 1955 roku podpisany został Układ Warszawski. Nazwa miała świadczyć o tym, że Związek Sowiecki nie jest wcale dominującym elementem bloku komunistycznego. W końcu nie był to Układ Moskiewski.

Układem Warszawskim zarządzał rodzaj komitetu złożonego z ministrów obrony demoludów. Ale ich szefem, głównym dowódcą był... wiceminister obrony Związku Sowieckiego. I na takiej samej zasadzie działało to we wszelkich innych instytucjach bloku. Moskwa była totalnym hegemonem, to ona wydawała rozkazy. W służbach ta podległość była wyjątkowo ściśle przestrzegana. Dlaczego? Bo służby były najważniejsze.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

BOGUSŁAW CHRABOTA

Ostatnia przystań templariuszy

Zanim żołnierze Filipa Pięknego wdarli się do paryskiej Temple, archiwum templariuszy, cenne artefakty, złote kielichy i krucyfiksy zniknęły. Jakie były losy skarbu?

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.