Książki

Jeźdźcy i ich wierni towarzysze

Piotr Zychowicz

Pochodzę z rodziny kawaleryjskiej. W formacji tej służyło wielu członków mojej rodziny.

Między innymi dziadek Stefan Kozłowski. Weteran wojny 1939 roku. Gdy byłem dzieckiem, wpoił mi podstawową zasadę: koń jest najważniejszy. Powtarzał, że najpierw karmi się konia, a dopiero potem samemu siada do posiłku. Że zjedzenie koniny jest takim samym grzechem jak ludożerstwo. Przypomniałem sobie te rozmowy z dziadkiem, gdy czytałem wspaniałą książkę „Oficerowie i konie". Nikt tak jak Jaźwiński nie potrafi przywrócić do życia atmosfery zgładzonego świata polskich ułanów.

Piotr Jaźwiński
"Oficerowie i konie"
Erica

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.