Powiększenie

Karolina Sobańska na rysunku Puszkina

Raporty z alkowy

red.

Karolina Sobańska była wyjątkowo piękną kobietą, a przy tym agentką carskiej policji oraz kochanką Puszkina i Mickiewicza

Karolina Rozalia Tekla Sobańska (z domu Rzewuska) urodziła się w ostatnich latach istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jej rodzoną siostrą była Ewelina Hańska, długoletnia przyjaciółka (a później żona) Balzaka, a bratem Henryk Rzewuski – autor „Pamiątek Soplicy". Sama Karolina przyszła na świat chyba w niewłaściwej dla siebie epoce; jej upodobania i charakter lepiej sprawdziłyby się za czasów ancien regimé,u, a może w warszawskich latach księcia Pepi. W epoce romantyzmu większe znaczenie miały bowiem uczucie i namiętność, natomiast Karolina prezentowała typ damy dworu Ludwika XV czy wręcz kobiety urodzonej gdzieś w „zaułkach portowego miasta". Wyszła za mąż za hrabiego Hieronima Sobańskiego, ale partner nie miał zbyt wiele do powiedzenia w tym związku. Pochodził bowiem z rodu, który dopiero dochodził do znaczenia i nie mógł równać się z magnatami.

W tandemie z Wittem

Karolina nie zwracała na niego większej uwagi – mąż prowadził interesy na Ukrainie, a ona rezydowała głównie w niedawno powstałej Odessie. Tam też około 1818 roku została kochanką Jana Witta, najważniejszego człowieka na południu Rosji.

Witt był synem Zofii Potockiej (opisywanej w jednym z poprzednich numerów „Uważam Rze Historia") z jej pierwszego małżeństwa i pasierbem wodza targowicy – Stanisława Szczęsnego. Swoją karierę związał z carską armią, dosłużył się stopnia generalskiego, jego przeznaczeniem okazała się jednak praca w wywiadzie. Podczas wojen napoleońskich był potrójnym (!) agentem działającym na rzecz Rosji, Francji i Księstwa Warszawskiego. W rzeczywistości pozostał jednak lojalnym oficerem imperium Romanowów.

Carski policjant inwigilował potencjalnych przeciwników ustroju, używając do tego niekonwencjonalnych metod. To nie były czasy zakładania podsłuchów i monitorowania przeciwników politycznych. Uroczy i dowcipny światowiec prowadził bogate życie towarzyskie, a jego salon cieszył się ogromną popularnością. Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się to niemożliwe, ale miejscowi opozycjoniści bawili się w jego domu, jedli i pili na jego koszt, spędzali z nim wolny czas. Karolina miała równie bliskie koligacje rodzinne z targowicą, była bratanicą innego z jej przywódców – Seweryna Rzewuskiego. Dziwnym trafem w Odessie przebywała w tych latach również Elżbieta Woroncowa, żona gubernatora i córka kolejnego z wodzów konfederacji Ksawerego Branickiego. Następne pokolenie polskich zdrajców przystąpiło do działania...

Witt i Sobańska stworzyli zgrany tandem, byli nie tylko kochankami, ale także wspólnie inwigilowali opozycjonistów. Jeżeli zachodziła potrzeba, to Karolina uwodziła osoby wskazane przez partnera i w sypialni prowadziła dalsze działania operacyjne. A wśród mężczyzn, z którymi łączyły ją intymne stosunki, znalazł się również Aleksander Puszkin.

Władze carskie uznały bowiem twórczość poety za nieprawomyślną i zesłano go na południe Rosji. Puszkin osiadł w Odessie i niebawem stał się przekleństwem miejscowego gubernatora Michała Woroncowa.

Puszkin i szarańcza

Poeta uważał Woroncowa za nudziarza i filistra, ale nawiązał romans z jego żoną (wspomnianą już córką Branickiego). Hrabia tolerował intruza, ale przy każdej okazji usiłował pozbyć się go z miasta. Wykorzystując swoje uprawnienia, mianował go członkiem komisji badającej szkody wyrządzone przez szarańczę nad Dniestrem. Puszkin protestował, ale musiał wyjechać na kilka tygodni z Odessy. Jego zemsta okazała się jednak wyjątkowo wyrafinowana, gubernator otrzymał raport złożony z sześciu wierszy:

Szarańcza

Leciała, leciała

I siadła

Siedziała, siedziała

Wszystko zjadła

I znowu poleciała.

Tym razem Woroncow miał już jednak dosyć Puszkina i jego pomysłów. Interwencja w Petersburgu spowodowała przeniesienie poety do majątku matki, gdzie miał spędzić następne dwa lata. Tam też powstała większość z jego najważniejszych utworów, z „Eugeniuszem Onieginem" na czele. Puszkin nigdy jednak nie zapomniał pobytu w Odessie i hrabiny Woroncowej, do końca życia nosił na palcu otrzymany od niej pierścień. Zdjęto go z jego dłoni dopiero kilkanaście lat później, po fatalnym pojedynku, w którym zginął.

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

Piotr Bożejewicz

Gambit Balfoura

Deklaracja Balfoura, czyli brytyjska obietnica ustanowienia „narodowego domu” dla Żydów, zaowocowała utworzeniem Mandatu Palestyny pod zarządem Wielkiej Brytanii

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.