Felietony

Dyktatura jaśnie oświeconych

Andrzej Urbański

Polskie elity są intelektualnie kiepskie, kulturowo prymitywne, skupione na sobie. Co ciekawe, taką diagnozę stawia im Jacek Żakowski



Jak wiadomo klęska I Rzeczypospolitej nie mogłaby się odbyć bez aktywnego współudziału ówczesnych polskich elit – magnaterii i wielkich rodów szlacheckich. Podporządkowali sobie przekupstwem i klientyzmem sejmiki i zdobywając nieusuwalną pozycję w ówczesnym parlamencie zaczęli swój handel dobrem wspólnym. Handel międzynarodowy – pobierali pensje od Rosji, Prus, Austrii czy Francji. Byli Europejczykami w najlepszym tego słowa znaczeniu. Gardzili zwykłym ludem szlacheckim, niewykształconym i ubierającym się wedle mody tutejszej, podczas gdy oni, kształceni na prestiżowych uniwersytetach ówczesnej doby, korzystali z najlepszych salonów paryskich. I działo się to wówczas, kiedy byliśmy państwem silniejszym i bardziej zasobnym od Prus; lepszą strukturą społeczną od Rosji i z mniejszymi kłopotami międzynarodowymi niż Austria. A jednak w Polsce od tamtych czasów rozkwita przedziwna mitologia.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.