Felietony

Rzecz o tym, co się komu wydaje

Piotr (P) Bożejewicz

W nocy 2 lipca 1915 r. Wzgórzem Kapitolińskim w Waszyngtonie wstrząsnął wybuch. Siła eksplozji zdemolowała salę recepcyjną Senatu i wytłukła szkło w gabinecie wiceprezydenta. Kto stał za zamachem?

Podobno wszystko, cokolwiek się zdarza, ma jakiś sens, choćby pokrętny i głęboko ukryty. Bywają jednak przypadki, do których idealnie pasuje tytuł sztuki Pirandella „Tak jest, jak się państwu zdaje”. Niczym w narracji szkatułkowej, ten sam wątek opowiedziany na nowo może być historią naiwnego idealisty, dziejami psychopatycznego mordercy, bezsensownym snem wariata albo opisem rozgrywek między tajnymi służbami.

Wszystko zaczęło się w nocy 2 lipca 1915 r., gdy Wzgórzem Kapitolińskim w Waszyngtonie wstrząsnął wybuch słyszany w promieniu dwóch kilometrów. Siła eksplozji zdemolowała salę recepcyjną Senatu, wytłukła szkło w gabinecie wiceprezydenta i zwaliła z krzesła policjanta, który przesypiał służbę z nogami na biurku. Ze względu na porę nikt nie odniósł obrażeń, a władze wolały szukać źródła wybuchu w instalacji gazowej, niż węszyć zamach.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat