Powiększenie

źródło: East News/ Laski Diffusion

Demokracja reglamentowana

Lech Mażewski

Lewicowy autorytaryzm funkcjonujący w Polsce w latach 1944–1948 w dużym stopniu był modelem pośrednim między rozwiązaniem sowieckim a demokracją na wzór zachodni. Na nic więcej nie można było wówczas liczyć

Gdy w lipcu 1944 r. wojska sowieckie znalazły się na ziemiach etnicznie polskich, rozpoczęło się formowanie nowej władzy. Wiadomo, że zasadnicze decyzje personalne i programowe zapadły wcześniej. I to nie w Polsce, ale w Moskwie.

Krajowa Rada Narodowa, utworzona w Warszawie w noc sylwestrową 1943 r., przyjęła ustawę o powołaniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, datowaną na 21 lipca 1944 r. Następnego dnia ogłoszono Manifest PKWN, ustalający zasady ustrojowe powojennej Polski. Mówił on, że KRN jako tymczasowy parlament oraz PKWN jako legalna tymczasowa władza wykonawcza „działają na podstawie konstytucji z 17 marca 1921 roku”, co było oczywistą nieprawdą. Na szczeblu administracji terenowej w dużym stopniu nawiązywano do rozwiązań przedwojennych, ale próba legitymowania nowej struktury władzy postanowieniami konstytucji marcowej miała dość karkołomny charakter.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka