Felietony

Mafia – ostrzeżenie z historii

Paweł Łepkowski

Amerykańska mafia długo pracowała na swoją złowrogą renomę. Jej początki, które sięgają przełomu XIX i XX wieku, były wręcz banalne. Zalążki najgroźniejszego syndykatu zbrodni w historii Ameryki tworzyli ludzie prości, drobne opryszki i doliniarze, którzy z początku ciemiężyli jedynie swoich własnych sąsiadów i krajan. Z biegiem czasu przeobrazili się w bezlitosnych mafiosów. siejących postrach w całej Ameryce Północnej. Mafia amerykańska, podobnie jak cała włoska imigracja, nie była jednak strukturą jednolitą. Tworzyły ją konkurujące ze sobą odłamy mafii neapolitańskiej zwanej kamorrą, kalabryjskiej ‘ndranghety oraz sycylijskiej cosa nostry. Po dekadach walk gangi uliczne przekształciły się w potężne, hermetyczne i odizolowane od normalnego świata familie mafijne, które dokonały ścisłego podziału stref wpływów. Pod koniec lat 30. XX wieku pięć największych rodzin mafijnych Nowego Jorku ustanowiło wewnętrzny kodeks rządzący przestępczym półświatkiem wschodniego wybrzeża Ameryki. Trzydzieści lat później mafia była na tyle potężna, aby kontrolować część amerykańskich mediów, wpływać na przemysł rozrywkowy, przejąć na własność niemal cały amerykański hazard i coraz silniej oddziaływać na politykę. Potwierdzają to słowa Salvatore (Sama) Giancany, jednego z największych bossów mafii chicagowskiej, który lubił się chwalić, że wydając rozkaz o podrzuceniu do urn wyborczych 200 tys. głosów, zapewnił zwycięstwo Johnowi F. Kennedy’emu w wyborach prezydenckich.

Nie zawsze mafia była wrogiem publicznym numer jeden praworządnej Ameryki. Zdarzały się epizody współpracy rządu Stanów Zjednoczonych z włoskim syndykatem zbrodni. Przypuszcza się, że po raz pierwszy nawiązano ją w czasie II wojny światowej, kiedy amerykańska cosa nostra wsparła aliantów przed ich lądowaniem na Sycylii. Mafia nienawidziła Mussoliniego, który obiecał Włochom, że oczyści Italię ze wszelkiej zorganizowanej przestępczości. Duce słowa dotrzymał. W styczniu 1926 r. nowym prefektem policji na Sycylii został mianowany Cesare Mori, który w ciągu zaledwie trzech lat oczyścił wyspę ze struktur cosa nostry. Części gangsterów udało się uciec do Ameryki, gdzie poprzysięgli zemstę na Duce. Okazja nadarzyła się latem 1943 r., kiedy dowództwo wojsk amerykańskich rozpoczęło operację o kryptonimie „Husky”. Legenda głosi, że przed rozpoczęciem działań militarnych na wyspę dostali się gangsterzy z cosa nostry, których zadaniem było przeprowadzenie dywersji na tyłach armii faszystowskiej.

Do dzisiaj udział mafii w operacji „Husky” owiewa mgła tajemnicy. Rząd Stanów Zjednoczonych nigdy oficjalnie nie potwierdził przymierza z gangsterami w 1943 r. Waszyngton milczy też w sprawie współpracy CIA z chicagowską organizacją Sama Giancany przy planowaniu zamachu na Fidela Castro w 1960 r.

Druga połowa XX wieku była okresem największego rozkwitu mafijnych interesów w Stanach Zjednoczonych. Syndykat zgromadził fortunę przewyższającą budżet niejednego państwa. W listopadzie 2010 r. magazyn „Forbes” oszacował majątek samej tylko mafii kalabryjskiej na 167 mld dolarów. Eksperci uważają, że to jedynie ułamek tego, czym może dysponować mafia amerykańska.

Czy zatem zbrodnia się opłaca? Każdy, kto myśli, że odpowiedź na to pytanie brzmi ,,tak”, powinien pamiętać, że niemal żaden z szefów mafii amerykańskiej od 1900 r. nie umarł śmiercią naturalną.



Wstępniak

Paweł Łepkowski

Kosmiczna epopeja

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

FOTOPLASTYKON - Urodziny prezydenta

150 lat temu, 1 grudnia 1867 r., urodził się Ignacy Mościcki, wybitny uczony i prezydent Polski w latach 1926–1939. Pochodził z rodziny o bogatych tradycjach patriotycznych. Studiował chemię na politechnice w Rydze. Działał w niepodległościowym ruchu socjalistycznym i przygotowywał nawet zamach na carskiego dygnitarza Josifa Hurkę, ale zagrożony aresztowaniem musiał wyemigrować. Kilka lat spędził w Londynie, gdzie poznał Józefa Piłsudskiego, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Później przeniósł się do Szwajcarii, gdzie rozpoczął karierę naukową, specjalizując się w elektrochemii. Po powrocie do Polski w 1912 r. jako uznany wynalazca został profesorem Politechniki Lwowskiej, a potem także jej rektorem. Był budowniczym polskiego przemysłu chemicznego. Miał na swoim koncie kilkadziesiąt patentów zagranicznych i krajowych. Gdy został prezydentem RP, prawa do patentów nieodpłatnie przekazał państwu polskiemu. Więcej o Ignacym Mościckim czytaj na str. 28.