Powiększenie

Generał Jerzy Wołkowicki (w środku) przed Grobem Nieznanego Powstańca w Katowicach (1939 r.)

Ocaleni z Katynia

red.

W 1940 r. NKWD zawróciło dwóch polskich oficerów z drogi na miejsce straceń w lesie katyńskim. Obaj przeżyli wojnę i osiedli w Wielkiej Brytanii

Wąska leśna ścieżka między stacją kolejową w Gniezdowie a lasem katyńskim miała być ostatnią drogą tego generała. W kwietniu 1940 r. Jerzy Wołkowicki znalazł się na liście osób wyczytanych podczas apelu w obozie jenieckim w Kozielsku. Wszyscy z tej listy jeszcze tego samego dnia mieli zostać wysłani transportem w inne miejsce. Nikt z więźniów nie wiedział, dokąd. Spodziewano się, że wrócą do domów, bo upomniały się o nich Anglia i Francja. Notatki znalezione przy zwłokach wiele miesięcy później świadczą o tym, że wszyscy z ochotą i nadzieją opuszczali obóz.

Z Kozielska wyjechali opancerzonym pociągiem pod eskortą NKWD. Trafili do łagru w Pawliszczew Borze, skąd później odjeżdżali do Gniezdowa. Tam upychano ich do ciężarówek i wieziono w stronę Katynia. Stamtąd już nikt nie miał wrócić. Jedną ciężarówkę zatrzymano tuż przed lasem. Oficer NKWD wywołał nazwisko Jerzego Wołkowickiego i zabrał go z transportu. Generał wrócił do łagru, a potem do obozu jenieckiego. Po jego towarzyszach słuch zaginął. Ich zwłoki odkryto trzy lata później w masowych grobach w lesie katyńskim. Wszyscy zginęli od strzału w tył głowy.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.